Pogrzeb Siostry Łucji Anieli Wojdyno

Pogrążeni w smutku informujemy, że w dniu 10 listopada 2020 roku, w przeddzień Święta Niepodległości, w domu zakonnym w LORETTO, w wieku 95 lat, po 74 latach życia zakonnego zmarła ś.  ꝉ p. S. Łucja Aniela Wojdyno, loretanka.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się w dniu 12 listopada 2020 r., o godz. 13, w nowym kościele w Sanktuariom Matki Bożej Loretańskiej

Życiorys Siostry Łucji

Siostra Maria Łucja Aniela Wojdyno urodziła się 6 grudnia 1925 roku w Nadliwiu na terenie parafii Kamieńczyk. Jej rodzice – Walenty i Zofia z Włodygów – wcześniej mieszkali w Warszawie przy ul. Chocimskiej, po czym przeprowadzili się do Nadliwia, a od 1932 roku na stałe zamieszkali we wsi Strachów. Na chrzcie świętym w parafialnym kościele w Kamieńczyku w Uroczystość Bożego Narodzenia 1925 roku otrzymała imię Aniela. Dzieciństwo spędziła w Strachowie, tu też ukończyła 4-klasową szkołę podstawową. W kościele w Kamieńczyku dnia 15 lipca 1934 roku przyjęła po raz pierwszy Jezusa Eucharystycznego, a w 1937 roku otrzymała sakrament bierzmowania z rąk bpa Stanisława Galla. Kontynuowała naukę uczęszczając przez dwa lata do szkoły w Budziskach. Wybuch II wojny światowej zmienił bieg jej życia – nie myślała już o dalszym kształceniu się, ale szukała pracy chcąc zarobić na własne utrzymanie. Okres wojny przeżyła w większości w Warszawie, gdzie bardzo była zaangażowana w działalność AK. Szczególną aktywność w obronie Ojczyzny wykazała podczas Powstania Warszawskiego. Dnia 2 sierpnia 1944 roku zgłosiła się do Pułku „Baszta” kompanii 01 „Bożydara” – podporucznika Dariusza Dąbrowskiego na Mokotowie. Wraz z młodzieżą złożyła przysięgę w kaplicy Sióstr Elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego. Jak wielokrotnie wspominała – pragnęła służyć Ojczyźnie, podobnie jak wielu jej rówieśników w tamtych niespokojnych czasach. Nosiła w pamięci słowa złożonej przysięgi, aby „być wierną Ojczyźnie, stać nieugięcie na straży jej honoru, o wyzwolenie z niewoli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary z własnego życia”.

Została oddelegowana do służby w punkcie sanitarnym. Posługiwała się pseudonimem „Aldona”. Stacjonowała m.in. w „Alkazarze” w Alei Niepodległości. Do końca życia pamiętała dzień, w którym po Mszy świętej udzielono wszystkim rozgrzeszenia ogólnego na wypadek śmierci. Ojciec karmelita wręczył medaliki z wizerunkiem Matki Bożej. Z jednej strony cierpienie, trud, niepewność jutra, z drugiej świadomość Bożej obecności i opieki. Niezapomniana dla s. Łucji była też noc z 26 na 27 września 1944 roku. Komendantka Jadwiga Lipińska, pseudonim „Jagoda” zwróciła się do grupy dziewcząt z następującą misją: „Dobrze byłoby, gdyby kilka dziewczyn przedostało się kanałami do Śródmieścia i wsparło naszych”. Do tego zadania oddelegowana była również Aniela Wojdyno. Siostra Łucja tak wspominała to wydarzenie: „Do kanałów schodziliśmy nocą, o godzinie trzeciej. Schodziło się głęboko, nawet na dwa metry. W tym samym czasie wchodziło dużo osób. Na początku woda sięgała nam do kostek, później do kolan i coraz wyżej. Długo chodziliśmy głównymi i bocznymi kanałami. Niemcy zrobili barykady, użyli granatów i gazu. Wielu ludzi wtedy zginęło, wielu się utopiło… Ja również zaczęłam się topić. Przypomniałam sobie, że mam na szyi medalik karmelitański. Chwyciłam go w dłoń i zawołałam: „Jezu, Maryjo!”. W tym samym momencie przestałam się topić. Z Bożą pomocą, bo po ludzku byłoby to niemożliwe, przeprawiłam się przez tę breję i dotarłam do miejsca, gdzie poziom wody był dużo niższy. Szukałam, wraz z innymi powstańcami, wyjścia z kanału. Ktoś powiedział, że wie, gdzie ono się znajduje, więc podążyliśmy za nim. Ja szłam na końcu, ostatkiem sił. Gdy zbliżaliśmy się do wyjścia, usłyszeliśmy huk. Okazało się, że Niemcy wycelowali granat w kanał, w którym się znajdowaliśmy. Ci, którzy szli jako pierwsi, zginęli. Ja przeżyłam, bo byłam na końcu, ale i mnie przygniotły odłamki muru”.

Najtragiczniejsze było wyjście z kanału na zewnątrz. Niemcy po rewizji każdego z osobna stawiali pod mur do rozstrzelania. Aniela Wojdyno była świadkiem egzekucji najpierw mężczyzn, a potem wielu kobiet, dziewcząt. W pewnym momencie, zanim kolejka doszła do niej, padła komenda zaniechania tej czynności i zgarnięcia kobiet do obozu. W tym krótkim czasie s. Łucja doznała podwójnego cudu ratującego jej życie. Ostatecznie została wraz z innymi rannymi ewakuowana do Pruszkowa, a potem przewieziona do Wolbromia. Cierpiała na ogromne wyczerpanie i dużą utratę wzroku. Trafiła do jednej z wiosek, podobnie jak były rozsyłane matki z dziećmi. Aniela gorąco prosiła Matkę Bożą o dar odzyskania wzroku i sił witalnych. W styczniu 1945 roku wyruszyła w długą podróż chcąc dotrzeć do rodzinnego domu. Doświadczyła kilkakrotnej wyraźnej interwencji Matki Bożej, dzięki której 2 lutego 1945 roku stanęła na progu rodzinnego domu.

W jej sercu rosła wdzięczność do Bożej Opatrzności, a w szczególności do Matki Bożej za ocalenie jej życia. Obiecała Matce Bożej, że gdy odzyska w pełni zdrowie, odda swoje życie na służbę Bogu i ludziom wstępując do klasztoru. Obietnicy dotrzymała. Zgłosiła się do najbliższego klasztoru znajdującego się na terenie jej parafii – do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. Dnia 13 maja 1946 roku przekroczyła furtę klasztorną. Do Zgromadzenia przyjęła ją Matka M. Izabela Maciołek. 2 lutego 1947 roku rozpoczęła nowicjat otrzymując imię siostra Maria Łucja. Rok później na ręce matki Izabeli złożyła pierwszą profesję, a w 1954 roku śluby wieczyste. Z okazji uroczystości złożenia ślubów zakonnych napisała wiersz, w którym między innymi wyznała: „Matko, u stóp Twych klęczy Twe dziecię, a usta me szepczą: «Zdrowaś, Maryjo». W podzięce, że od złego broniłaś w świecie, żeś Matką była, szczęściem i siłą”.

Zgromadzenie umożliwiło jej dalszą edukację: ukończyła ostatnią klasę szkoły podstawowej, zdobyła zawód pielęgniarki, organistki i katechetki. Zdobytymi umiejętnościami służyła ludziom przez całe życie. Przez dwa lata pracowała w Konstantynowie, tyleż samo w Dzwono–Sierbowicach, trzy lata pełniła zadania przełożonej w Broku. Cztery lata służyła jako pielęgniarka w Parafii Matki Bożej Różańcowej na Bródnie i taki sam okres w Parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu oraz przez dwa lata w domu generalnym. Resztę swego życia spędziła w klasztorze – w Loretto. Posługiwała ludziom z okolicznych miejscowości. W Loretto przebywała na przełomie roku 1958-1959, w latach 1962-1967 i od 1 października 1971 roku. Przeżyła w Loretto 55 lat. 2 lutego 1973 roku świętowała tu 25-lecie profesji zakonnej, a w 1998 roku – złoty jubileusz. W sierpniu 1985 roku dane jej było nawiedzić wieczne miasto Rzym, włoskie Loreto oraz wiele Sanktuariów włoskich.

Jej pobyt w Loretto nacechowany był nieustanną służbą okolicznej ludności i ich dzieciom. Siostra M. Łucja przemierzała codziennie na rowerze długie kilometry docierając najpierw do salek katechetycznych będących na terenie parafii Wniebowzięcia N.M. Panny w Kamieńczyku, a potem do chorych w ich własnych domach. Znała doskonale środowisko, teren, po którym się poruszała. Z czasem katechizowała dzieci swoich uczniów, co powodowało dużą zażyłość miedzy nią, a poszczególnymi rodzinami. Była autorytetem dla okolicznej ludności, której towarzyszyła w codzienności. Nie zatrzymały s. Łucji w klasztorze największe deszcze, śnieżyce czy bardzo niskie temperatury. O każdej porze dnia i nocy była nastawiona na służbę człowiekowi. Przygotowywała z dziećmi co roku jasełka, akademię, różne inscenizacje.

Łączyła zawód katechetki z zawodem organistki i pielęgniarstwem. Prawdziwie kochała mieszkańców wiosek otaczających klasztor. Z codziennej Eucharystii czerpała siłę do całodziennej posługi ludziom. Była odważną pielęgniarką w podejmowaniu medycznych decyzji. Często traktowano ją jako lekarza. Po upadku komunizmu katechizowała w szkołach. Najbardziej zżyła się z szkołą w Julinie i Gwizdałach. Po roku 2003, kiedy przestała pełnić zadania katechetki, nie zaprzestała odwiedzać rodziny, służyć im radą i wiedzą medyczną. Kiedy zaczęła tracić sprawność fizyczną, wiele rodzin przyjeżdżało po nią, by spędzić w jej towarzystwie kilka godzin. Od roku 2010 choroba unieruchomiła ją i do końca życia pozostała już w łóżku. Ogarniała modlitwą dzieci, rodziny, którym wcześniej służyła.

Jej trud, poświęcenie i bezgraniczne oddanie służbie Bogu, Ojczyźnie i człowiekowi były zauważone przez władze państwowe, kościelne i społeczeństwo. W 1993 roku została odznaczona Warszawskim Krzyżem Powstańczym. W 2000 roku otrzymała nominację na stopień Podporucznika Wojska Polskiego, a w 2002 na Porucznika Wojska Polskiego. Biskup diecezji Warszawsko-Praskiej Kazimierz Romaniuk w 2002 roku przyznał s. M. Łucji medal BENE FACIENTIBUS jako wyraz uznania za ofiarną pracę katechetyczną. Dnia 22 stycznia 2019 otrzymała nominację na stopień Kapitana. Uroczyste wręczenie nominacji nastąpiło w Loretto 4 lutego 2019 roku. Wyrazem uznania dla zasług s. M. Łucji były liczne odwiedziny osób w jej skromnej celi zakonnej w czasie jej choroby. Wysoko ceniła sobie odwiedziny pana Mirosława Widlickiego Prezesa Okręgu Warszawa-Wschód Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, kapłanów, nauczycieli, z którymi współpracowała, uczniów ich rodzin i licznych znajomych i przyjaciół.

Siostra M. Łucja była świadoma swojej misji do końca życia. Dobrze wykorzystywała czas, aby zyskać Boga na wieki. Służyła modlitwą, cierpieniem, uśmiechem, zainteresowaniem. Była wdzięczna za wszystko czego Bóg dokonał w jej życiu i przez nią. Dnia 10 listopada b. r. Bóg wezwał ją na zawsze do Siebie. Niech odpoczywa w POKOJU.

Pośmiertne uhonorowanie

Za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej oraz za działalność społeczną Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Pan Andrzej Duda, przyznał s. Łucji pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

W imieniu Prezydenta RP, podczas uroczystości pogrzebowych, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski przekazał Matce Przełożonej Generalnej Minister Jan Józef Kasprzyk, Szef Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Minister skierował do uczestników uroczystości pogrzebowych słowa:

„Siostra Łucja dobrze zasłużyła się Rzeczypospolitej. Wyrazem wdzięczności i hołdu jaki Ojczyzna jej składa jest również ten krzyż kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, który przed chwilą w imieniu Pana Prezydenta Rzeczpospolitej miałem zaszczyt wręczyć Matce Przełożonej Generalnej. W tym odznaczeniu zamknięta jest wdzięczność Prezydenta i całej Rzeczypospolitej dla jej drogi życiowej, dla jej życia, które było świadectwem tego jak kochać Boga, Ojczyznę i Naród. Siostro Łucjo, Siostro Kapitan, dobrze zasłużyłaś się Ojczyźnie, odpoczywaj w pokoju.